Po długim weekendzie nadszedł czas by wrócić do szarej rzeczywistości...Powinnam być już w Krakowie i zbierać się do pracy, jednakże mój chłopak mile mnie zaskoczył. Postanowił przerwać moją rutynę i zaproponował mi wypad do Wrocławia na kilka dni - oczywiście propozycje przyjęłam. We Wrocławiu byliśmy około 14 (będziemy nocować u brata Kuby), więc na miasto wyszliśmy około 15. Michał (brat Kuby) mieszka stosunkowo blisko rynku, dlatego też nie mieliśmy dużego problemu z dostaniem się do centrum. Pierwszą napotkaną atrakcją we Wrocławiu był Most Tumski, potocznie nazywany także Mostem Zakochanych. Jak sama nazwa sugeruje, to właśnie tu pary przypinają kolorowe kłódki, których liczba z roku na rok rośnie wręcz lawinowo. Gdy doszliśmy już na Rynek Główny, pogoda niestety nam nie sprzyjała, a znana fontanna na Pergoli nie działała. Na szczęście nie zniechęciło nas to i dalej spokojnie oglądaliśmy malownicze kamienice. Szczerze mówiąc nigdzie na świecie nie widziałam tak pięknych czynszówek, które intensywnie kojarzą mi się z tymi w Wenecji. Pójdę ciut dalej i pokuszę się o stwierdzenie, iż we Wrocławiu jest zdecydowanie lepiej. Teraz idziemy na piwo ze znajomymi z liceum, więc kolejna noc zapowiada się ciekawie.
xoxo
A.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz